2008-06-03 20:05:22 >> Po pol roku... I znowu minelo sporo czasu, odkad ostatnio tutaj zagladalem. Takie strony zawsze na poczatku daja duzo satysfakcji, zeby je utrzymac musi sie cos dziac, bo musi byc temat do opisania. Ja musze sie pochwalic, ze juz za 2 tygodnie jade do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. NIe moge sobie jednak wyobrazic temperatury plus 50 stopnii. Pewnie tez inaczej sie to wszystko odczuwa, zwlaszcza, ze wilgotnosc jest niska i czlowiek sie nie pocie. Marek, wiadomosc dla Ciebei - doganiam Ciebei ze zdobywaniem swiata. Tez bede w Emiratach hehehe. NO fakt moze troche gorszym samolotem polece niz Ty ale zawsze.... Mam nadzieje, ze po powrocie bedzie duzo fajnych zdjec. A tak na marginesie, zniknely mi wszystkie zdjecia z bloga. Czy ktos wie dlaczego? skomentuj (1) 2008-01-01 21:16:07 >> okres swiateczny byl i minal Zaczynamy nowy rok, zatem jest to czas nowych postanowien i nowych wyzwan. Coz grudzien uplynal pod znakiem pracy. Praca na okraglo, ale co robic lepiej kiedy jest jej za duzo a nie za malo. W swieta bylem w domciu i troche pojadlem. Przed swietami mila niespodzianka - Monka zorganizowala spotkanie ze znajomymi tzw "piernikowanie". To bylo naprawde cudowne, bo spotkalo sie wiele osob, ktore los rzucil gdzies po swiecie. Znowu spotkac sie w gromadzie, dawnym skladzie - to taki powrot do przeszlosci. Przy takich okazjach człowiek zastanawia się trochę nad sobą i nad kolejami losu. Najfajniejsze w dzisiejszym swiecie jest to ze stal sie taki malutki. Ktos, kto mieszka w Anglii moze wlasciwie w kazdej chwili przyjechac do Polski. Bilet jet na ogół tani, lot trwa niecałe 2 godzinki - do Warszawy jedzie sie dłużej i drożej hehe. Po swietach oczywiscie praca. Sylwestra spedzilem u Asi i Irka. Byl szampan i rakiety no i jedzonko oczywiscie. Zjadlem troche za duzo jak zwykle i bolal mnie brzuszek. Dzisiaj jednak juz jest lepiej, jedyne co to to, ze chce mi sie strasznie spac i nie mam sily - no ale taki jest urok Sywlestrowej nocy i następującego po niej dnia. Zycze wszystkim Szczesliwego Nowego Roku 2008 ! skomentuj (1) 2007-08-14 23:24:50 >> wiesci po latach ... coz minelo juz sporo czasu odkad bylem tutaj ostatni raz. Po powrocie ze Stanow wpadlem w wir pracy. Praca 24 godziny na dobe przez 7 dni w tygodniu. No i zeby to tylko jedna praca hehe. Wlasciwie dochodze do wnosku ze lepiej miec zbytduzo pracy niz wcale. Chyba kazdy sie z tym zgodzi. W maju skonczylem studium rachunkowosci i teraz jestem na etapie uzyskiwania pozwolenia na prowadzenie wlasnego biura rachunkowego. No ale musi to troszeczke potrwac. Najwazniejsze jednak ze kolejny etap zostawilem za soba. W miedzyczasie otworzylem wlasna firme. Zapraszam wszystkich do zakupow porcelany (bo tym wlasnie zajmuje sie firma)i rekodziela. Firma nazywa sie TwoAngels i tak tez funkcjonuje na Allegro z tym, ze tam miedzy two i angels jest kreseczka. Zapraszam serdecznie do odwiedzin firmowych aukcji. Pozdrawuski skomentuj (0) 2007-04-15 19:04:48 >> Powrot z Nowego Jorku Za chwile wyjezdzamy na lotnisko JFK w Nowym Jorku. Mam nadzieje, ze nasz lot sie wogle odbedzie. Do Nowego Jorku bowiem zbliza sie potezna burza, ulewa i huragan, ktore maja uderzyc wlasnie kolo 18 tej, kiedy przewidziany jest nasz start. Wszystkie stacje TV ostrzegaja przed tym. Jest zagrozenie powodziowe na Manhattanie i w New Jersey. Zapowiadaja rozniez tornada w innych stanach. Poza tym grad. Podobno ostatni raz taka pogoda byla w 1991 roku, co zainspirowalo tworcow GNIEWU OCEANU do stworzenia filmu. No to klops. Na razie podobno nasz samolot odleci o czasie. Widzialem jednak w TV zdjecia z lotnisk, gdzie sa anulowane niektore loty. Bardzo nie chcialbym siedziec na lotnisku 2 dni. No ale zobaczymy - jestem dobrej mysli. Tak czy owak beda straszne turbulencje szczegolnie podczas startu. Nagram cos na kamere. To do zobaczenia w Polsce. Oczywiscie mielismy szczescie, bo lot sie odbyl. Coprawda z godzinnym opoznieniem, ale wogle wystartowalismy. Przez 2 godziny po starcie mielismy silne turbulencje. Stewardessy byly cale te 2 godziny przypiete i nie mozna bylo dostac nawet szklanki wody. Na zewnatrz szalala burza i huragan, nie mowiac o hektolitrach wody. Po 2 godzinach wszyscy rzucili sie do WC i do wodopojow. Ja od razu udalem sie na koniaczek. Poznalem oczywiscie kilku wspolpasazerow i zaczelismy szalec. Wyjedlismy przede wszystkim wszystko, co bylo wystawione, troche bawilismy sie w barmanow hehe. ![]() Samolot byl ten sam, co w drodze do NY czyli obraz nedzy i rozpaczy. Filmow tez nie bylo, a ekrany pokazywaly, ze zamiast do Warszawy lecimy do Copenhagi. W sumie to niewielka roznica prawda? Z Warszawy polecielismy super luksusowym Embraerem 170. To naprawde jest klasa. W srodku skorzane siedzenia, wykonane z mieciutkiej bialej skorki, bardzo komfortowe. Duzo miejsca na nogi, wielkie okna i tak czysto. Z okien mielismy widok na Wisle. ![]() A nastepnie na gdanska starowke. ![]() skomentuj (5) 2007-04-07 03:00:36 >> juz w Nowym Jorku Ale mialem fantastyczna podroz. Najpierw lecielismy ATR-em 72 czyli dla niewtajemniczonych jest to samolot na smigla. Lot byl raczej spokojny, ale caly czas byly wibracje i straszliwy halas. Robilem rezerwacje i cieszylem sie ze moge wybrac sobie miejsce z przodu. Jakiez bylo moje zdziwienie widzac upchany samolot w tylnej czesci i nikogo w poblizu mojego siedzenia. Okzalo sie ze w tym samolocie najglosnie jest wlasnie z przodu. Kilka razy mialem strach w oczach. Z Warszawy lecialem Boeingiem 767 ale o dziwo byl to samolot Brazylijskich linii VARIG. ![]() ![]() Nie bylo filmow, muzyka jakby z plyt winylowych i widac, ze samolocik wysluzony. Nie chce juz nic mowic o towarzystwie na pokladzie. To osobna historia. Jedzenie bylo bardzo srednie. Jakas ryba z ryzem, kawalek chleba i jakies drobiazgi. Potem przekaska ale bardzo malutka - makrela i warzywka. Jesli chodzi o napoje to bez ograniczen. W czasie lotu mozna bylo zajadac do woli batoniki Prince Polo (byly rozstawione w koszach) Zjadlem ponad 10 sztuk. Turbulencji wlasciwie nie bylo. Przelatywalismy nawet nad Grenlandia. ![]() Ladowanie tez bylo niczego sobie. ![]() Na lotnisku przywitala nas KArolina. Stamtad pojechlismy piekna zolta taksowka. Reszte dnia spedzilismy chodzac na spiaco. Wieczorkiem wyskoczylismy na drina do pobliskiej knajpki. Nastepnego dnia razem z Jackiem i Marta wybralismy sie na Greenpoint. Chcialem na wlasne oczy zobaczyc co tam jest. Slyszalem wiele o tym miejscu i pewnie kazdy z Was pamieta film "Szczesliwego Nowego Jorku". Ja osobiscie bylem zdegustowany klimatem panujacym w tamtym miejscu. Na miejscu okazalo sie, ze miejsce wyglada calkiem zwyczajnie. Ulice byly czyste, wszystko nawet schludne. Fakt, ze domki nie sprawiaja wrazenia dostatnich i raczej nie chcialbym tam mieszkac. W sklepach ludzie mowia po polsku, na ulicach Polacy. Pozniej pojechalem na Manhattan, gdzie spotkalem sie z Agnieszka i Karolina. Poszlismy stamtad do kilku sklepow. Ja sie odlaczylem i zajechalem pieknym autobusem (po 6th Avenue)do wielkiego sklepu w ktorym wyla muzyka, bylo ciemno i czlowiek na czlowieku. NIkt z obslugi nie potrafil udzielic mi prostej info w stylu gdzie jest polka ze spodniami. Stracilem cierpliwosc, podszedlem do kasy i rzucajac marynarke na lade powiedzielm im, ze zaraz sie zdenerwuje, jestem rozczarowany, a chce tutaj wydac bardzo duzo pieniedzy. Facet od razu zamknal kase i dal mi wszystko czego chcialem. Z reszta poziom obslugi tutaj jest zenujacy. W kazdym sklepie jest niemila obsluga. Wszyscy traktuja Ciebie jak smierdzace jajo, a zeby jeden z drugim sie usmiechnal. Nawet dzisiaj moje 4 torby z zakupami od Armaniego nie pomogly w niektorych miejscach - a w niektorych pomogly hehe. Ale o tym pozniej. W niedziele Wielkanocna zrobilismy sobie wspaniale sniadanko i wszyscy razem zasiadlismy do jedzenia. ![]() Karolina zaprosila nawet swojego sasiada Dimitriego z Bialorusi. Kolo poludnia poszlismy do kosciola, gdzie msze odprawial polski ksiadz. Oczywiscie robil to po angielsku. Kosciol piekny, cieply. Fajnie bylo tam byc, zobaczyc swieta w innym miejscu, w innej kulturze. Dzisiaj za to spedzilem dzien na zakupach. Wyjechalem wczesnie rano. Podjechalem metrem do 14 st. na Union Square i udalem sie stamtad na Broadway gdzie jest wiele roznych sklepow. Zrobilem tam zakupy w Banana Republic dla Jacka i w Armanim dla siebie. A w Armanim wszyscy nadskakuja jak tylko moga. Pytaja sie po 100 razy czy juz ktos sie mna zajmuje. A ten kto sie mna zajmuje powtarza 10 razy swoje imie, zeby przy kasie je podac. Widocznie dostaja za to premie albo cos. Piekne ubranka sa u Armaniego oj piekne i nie tanie, ale co tam raz sie zyje. Z Broadwayu poszedlem do Rebeki, u ktorej pracuje KArolina. Rebeka zaprosila nas na lunch. Agnieszka z KArolina juz tam byly. A Rebeka pieknie sobie mieszka miedzy 5 ta i 6 ta Aleja na Manhattanie (Greenich Village)- 11 ta Street. Bardzo Nowojorskie miejsce. Jej sasiadem jest S. Lennon - syn Johna Lennona i czasami slychac jak cos sobie gra. Poszlismy na pyszny lunch. Ja zamowilem sobie prawdziwego amerykanskiego hamburgera z frytkami. Oczywiscie porcja byla bardzo amerykanska czyli duza. Knajpa byla polozona w dziwnym miejscu. Sa tam budunki po industrialne i ogolnie jest bardzo brzydko. Podobno jednak te lokale sa bardzo ekskluzywne i drogie. Wszedzie pochowane kluby i inne takie ekskluzywne miejsca. Tylko na karty czlonkowskie oczywiscie. A tak na marginesie Jacku z Astorii bardzo dziekuje Tobie za to, ze powiedziales mi jak sie poproawnie pisze Broadway. Hehe I jeszcze wielkie dzieki za slowo Greenpoint. Wczoraj jak zwykle zakupy. Tym razem przez przypadek wsiadlem w metro R i zajechalem gdzies, gdzie nie chcialem wysiasc. Na szczescie bylo to na Broadwayu, wiec mialem raj sklepowy pod nosem. Wieczorem dziewczyny poszly na premiere filmu do znajomych (tzn akcja tego filmu rozgrywa sie w agencji reklamowej znajomych). Film nazywa sie "Perfect Stranger's Screaming". W Stanach film ten pojawi sie za kilka dni dla ogolu. A ja z Jackiem wybralismy sie do jednego z licznych branzowych klubow na dolnym Manhattanie. Ale czad. Najfajniejszy byl wystep Drugqueens. Ale sie ubawilem. A jacy barmani uuuuu. Na sobie mieli tylko slipki. A jakie ciala - jak z katalogu. To bylo cos nowego dla mnie, ale nie powiem podobalo mi sie. Samo to, ze siedzisz gdzies w NY, na Manhattanie, pijesz drina i jestes w innej rzeczywistosci - jest niezwykle. No w kazdym razie dobrze sie z Jacusiem bawilismy ;-) Dzieki Dzek, szkoda tylko, ze jestes taki niesmialy hehe. A dzisiaj pada deszcz. Wybieram sie dzisiaj z Agnieszka do New Jersey, do Adama i Veroniki. Poki co przejdziemy sie po okolicy, zobaczyc miejscowe sklepy. Wizyta u Adama i Veroniki bardzo sie udala. Na obiad zjedlismy pyszne chinskie jedzonko. Nie musze chyba nadmieniac, ze ja zjadlem poczworna porcje. Dzisiaj podali w mediach, ze zbliza sie straszna burza w niedziele wieczorem - kiedy mamy leciec. ![]() ![]() skomentuj (3) 2007-04-05 23:17:47 >> I wanna wake up in the city that doesn't sleep I juz za kilka godzin wyruszam w swoja kolejna podroz na kontynent polnocnoamerykanski. Znowu Grenlandia, Atlantyk itd. Trzymajcie kciuki za pomyslny lot. Do zobaczenia. Wracam 16 tego kwietnia. skomentuj (0) 2007-03-21 03:50:36 >> Napiwek Wlasnie jest godzina 4 rano i dopiero wrocilem z pracy. A dzialo sie to za sprawa pewnego uroczego milionera. Dzisiaj moglem dostac ogromny napiwek, ale go nie przyjalem. Czlowiek ten chcial dac 5.000 zl napiwku !!! Nalegal, pozniej proponowal chociaz 2.500, potem 1.000. Bylo to oczywiscie nie do przyjecia. Musialem jednak napic sie z nim wina, ktore zakupil za prawie 700 zl. Wino nazywa sie Luce i faktycznie warte jest swojej ceny. Ale to tak na marginesie. Najfajniejsze jest to, ze zostalismy kumplami ha ha ha. Ma sie ten urok osobisty no nie? skomentuj (2) 2007-03-18 13:02:30 >> taaaa... niu jork, niu jork Zawsze cos. Dzisiaj podano w mediach, ze b-767 LOT-u, lecacy z Chicago do Warszawy musial awaryjnie ladowac w Norwegii. Ale jaja. Tak sobie mysle, ze wielki plus dla Lotu za to, ze wogle wyladowali hehe. skomentuj (2) 2007-03-15 11:18:18 >> New York, New York Juz niedlugo, bo 6 tego kwietnia wybieram sie do Nowego Jorku. Wracam 16 tego. Tym razem lece PLL LOT i zastanawiam sie co tez mnie spotka na pokladach tych maszyn. Prosze o dobre rady i wspomnienia z podrozy. skomentuj (4) 2007-02-04 10:05:48 >> Londyn 2007 Uzupelniam zatem moja opowiesc. Ponieważ wiele osób doprasza się o relację z Londynu, pragnę częściowo zaspokoić ich marzenia i piszę jedynie kilka słów. Prawda jest taka, że najlepsze zdjęcia są jeszcze w aparacie Iwonki i muszę znaleźć chwilkę, żeby je odebrać. Poza tym jestem bardzo zajęty odkąd przyjechałem. Właśnie mam maraton w pracy - 5 dni pod rzad. Pozniej 4 wolne, co jest dobre. Niestety pojawiaja sie egzaminy w miedzyczasie i znowu zajecie. Tym razem wstawiam jedynie kilka zdjec. Niebawem cala historia. Nasza podroz zaczela sie juz wczesnie rano, kiedy to Iwonka i Magda podjechaly po mnie piekna taksowka. W taksowce wrzalo od emocji, puszczalismy sobie filmy dotyczace tego, co ma nas jeszcze spotkac niebawem. Na lotnisko przyjechalismy nieco wczesnie, ale lepiej wczesniej niz zbyt pozno. Ludzie w kolejce byli zaskoczeni, ze niektorzy z nas maja jedynie torebki i male plecaki. Co zrobic, my bogaci ... Czekajac na samolot, porobilismy sobie zdjecia. W koncu podjechala maszyna linii Ryanair i moglismy zajac miejsce. Akurat przed wejsciem spotkalem moja serdeczna kolezanke Agnieszke, ktora kiedys namowilem na wyjazd do Wielkiej Brytanii i ktora teraz tam sobie zyje, bedac szczesliwa prawei mezatka przystojnego Brytyjczyka. Przed startem nalezalo wzmocnic sie buteleczka whiskey, co tez uczynilem sprawiajac, ze podroz byla bardzo w chmurach. Lot przebiegl bez komplikacji. Z lotniska Stansted dojechalismy do Victoria Station autobusem. Tam czekala na nas kolezanka Martusi razem z mezem. Oczywiscie musielismy cos zjesc, zasiedlismy wiec w Subwayu by zakosztowac w najdrozszych kanapkach na swiecie - 7 funtow. Kolejnym etapem naszej podrozy byl Harrods. Dla mni eto oczywiscie chleb powszedni hehe. Z Harrodsa autobusem dojechalismy do Oxford street gdzie zaczely sie zakupy. W tym miejscu ie bede opisywal, jakie pokolei sklepy odwiedzilismy, ale bylo ich sporo. Martusia robila zakupy ze swoja przyjaciolka, a ja dolaczylem sie do grupy Iwonkowej. Okolo godziny 6 tej wyrwalem sie na chwilke, aby wypic kawe w Starbucksie razem z Markiem, ktory prosto z pracy przyjechal na to wielkie wydarzenie. Stamtad razem wszyscy grupa poszlismy na dalsze zakupy, zmierzajac jednak w kierunku London Eye. Niestety nie udalo sie wejsc na London Eye bo 20 minut wczesniej zostalo zamkniete. Zrozpaczeni poszlismy do kawiarni, na cos slodkiego i kawke. Ja pilem akurta Ice Tea. Po wyjsciu podjechalismy metrem do Piccadilly Circus. Myslalem, ze zjemy Fish and Chips w mojej ulubionej knajpce - Harry Ramsden's w Soho, jednak na miejscu okazalo sie, ze zostala zlikwidowana. Pochodzilismy sobie troche po Soho, nastepnie po chinskiej dzielnicy i autobusem dojechalismy do Kingston, gdzie niegdys pracowalem. Anetk ai Adam, ktoryz mieszkaja w moim dawnym pokoju zaprosili nas na herbatke i przemile towarzystwo. Dobrze bylo tam znowu posiedziec, posmiac sie, zobaczyc poprostu miejsce, w ktorym spedzilo sie kawalek swojego zycia i gdzie bylo nawet calkiem fajnie. No ale wszystko w zyciu sie zmienia i trzeb aisc dalej. Dobrze jednak, ze sa przyjaciele, ze zostawia sie po sobie takie wrazenie, ktor epozniej powoduje, ze ktos chce Ciebie ugoscic. Z kingston wrocilismy do Centrum, a stamtad autobusem Greenline prosto na lotnisko Luton, any o 7.40 rano odleciec na pokladzie Airbusa A320 linii Wizzair prosto do Gdanska. Aha zapomnialem o najwazniejszym. Tuz przed odlotem zjedlismy ogromne hamburgery z frytami w Burgerkingu. Po takim posilku zrobilem sie glodny dopiero kolo 18 tej. No i tak wyglada cala historyjka. A oto samolocik, ktorym polecielismy. Boeing 737-800. ![]() Na zdjeciu ponizej cala nasza gromadka, na lotnisku w Gdansku. ![]() ![]() Pan przestworzy ... ![]() I jeszcze nasza gromadka. ![]() Widoczek z okna tuz przed wkroczeniem na wyspy ![]() W miescie ![]() Spotkanie z Mareczkiem ![]() Koniec dnia byl naprawde wspanialy ![]() c.d.n. skomentuj (7) |